|
W pięknej, małej nadmorskiej wsi mieszkała dziewczyna o imieniu Izabella...! Była nastolatką...miała piękne dzieciństwo...miała osoby, które darzyła wielką miłością!!! Nigdy nie narzekała, cieszyła się tym, czym ją obdarzył Pan Bóg! Nigdy w niego nie zwątpiła! Wszystkim mówiła, że jest najszczęśliwszą osobą na świecie...i była, ale do czasu...kochała swoją rodzinę, przyjaciół, znajomych i swojego chłopaka! Była duszą towarzystwa, ale wszystko się zmieniło, gdy Iza straciła sens życia...W wypadku samochodowym zginęli jej rodzice i brat...załamała się! Nikogo nie miała oprócz babci i chłopaka...znajomi nagle zniknęli, nie pomogli jej...!Babcia chorowała i po dwóch miesiącach Bóg i ją zabrał do siebie...Iza już zwątpiła w wszystko...zmieniła się...! Bóg zabrał jej cztery osoby, które były dla niej najważniejsze!!! Iza została praktycznie sama...chłopak powiedział, że nie mogą być razem...bo jej już nie kocha, a był z nią tylko dla tego, że nikogo innego prędzej nie miała...myślał, że już teraz sobie poradzi...!!! Ale tak się nie stało...Iza sobie nie poradziła...popełniła samobójstwo...w liście pożegnalnym napisała tylko, że nie miała już na tym świecie nikogo i dołączyła do grona rodziny...!
2009-10-10 23:18:56
|
Ilość komentarzy: 3 Dodaj komentarz
Ona - ciągle uśmiechnięta, roztrzepana, szalona. Miała pełno pomysłów na każdy dzień, na każdy wieczór. To zawsze ona rozruszała każdą imprezę, nawet tę najsłabszą i nudną. Miała wielu przyjaciół. Kochała ich z całego serca. Potrafiła nie spać całą noc, słuchając w słuchawce, jak jej najlepsza przyjaciółka opowiada o najcudowniejszej randce, jaką kiedykolwiek przeżyła. Szczupła blondynka, duże niebieskie oczy... czasami wyglądała jak anioł. Na ulicy każdy chłopak się za nią obejrzał. Uśmiechała się i szła dalej. Dla niej wygląd nie miał znaczenia. Pielęgnowała to, co w środku. A "tu" też była aniołem. Pomocna, uczynna. Okaz energii. Ona, Karolina.
On uwielbiał imprezy, dziewczyny, alkohol i szybką jazdę. Nauka szła mu ciężko, ale był chłopakiem bystrym i inteligentnym. Wianuszek dziewczyn otaczał go już pod koniec gimnazjum, a gdy poszedł do liceum, zmieniał dziewczyny jak skarpetki. W miesiącu miał kilka. Bawił się nimi. Każdy to mówił i wiedział. Jednak mimo to miał wielu przyjaciół, którzy nie pochwalali jego zachowania, ale wiedzieli, że to przecież jego życie. Trudno było mu się oprzeć. Wysoki, wysportowany, ciemny blondyn. Niebieskie oczy i słodki uśmiech przyciągały każdą dziewczynę. Kumple uwielbiali w nim to, że kochał dobrą zabawę i wiedzieli, że zawsze mogą do niego przyjść, gdy rzuciła ich laska. Był lojalny wobec przyjaciół. Nigdy nie odbił dziewczyny swojego kumpla. Nie potrafił. Nawet, gdy ona chciała, on odmawiał, krzycząc na nią, co sobie wyobraża, zdradzając jego przyjaciela. On, Mateusz.
Jak się poznali? Mateusza wyrzucili z liceum, w którym obecnie się uczył. Przenieśli go do klasy, w której była Karolina. Dziewczyna pamięta ten dzień, gdy Mateusz wszedł do sali. Każda z jej koleżanek od razu poprawiła włosy i uśmiechnęła się najsłodziej, jak potrafiła. On z niewinnym uśmieszkiem usiadł za Karoliną. Już wiedział, którą dziewczynę "zaliczy" jako pierwszą. Zawsze miał swój plan. Podszedł do Karoliny na długiej przerwie. Poprawił koszulę i wyszczerzył lśniące zęby. Przedstawił się i pocałował ją w dłoń. Każda dziewczyna patrzyła na tą scenę z zazdrością w oczach. Rozmawiali o jego poprzedniej szkole, o tej. Był miły i czarujący. Potrafił urzec dziewczynę w 20 minut. Weszli razem do klasy, usiedli razem w ławce. Tak było przez najbliższy tydzień, aż Mateusz poprosił Karolinę, aby się z nim umówiła. Nie zgodziła się. Odeszła, pozostawiając Mateusza otępiałego, wpatrującego się w jej postać odchodzącą powolnym krokiem. Nie poddał się. Jeszcze żadna dziewczyna mu nie odmówiła. Wiedział, że wreszcie dojdzie do ich randki. Nie mylił się. Krążył koło Karoliny 2 tygodnie, aż wreszcie dziewczyna zgodziła się spotkać.
Spędzili bardzo miło czas. Poszli na soczek, później do parku. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Zarówno o ważnych sprawach, jak i o tych błahych. Czuli się przy sobie bardzo swobodnie. Odprowadził ją do domu, pocałował… Pragnął tego. Nie dlatego, żeby ją "zaliczyć", ale żeby po prostu dotknąć jej lśniących ust. Oddała pocałunek. Był krótki, ale na pewno na długo zapamiętany.
Mateusz nie wiedział, co się dzieje. Spędzał z nią każdy dzień, każdą wolną chwilę. Czuł się przy niej tak błogo. Pragnął dotykać jej włosów, całować usta, czuć jej obecność i zapach. Pomyślał to pierwszy raz, gdy siedział z kumplami na piwie i ona weszła z koleżankami. Takie niespodziewane spotkanie, w ogóle się nie umawiali. Wtedy, patrząc na nią, jak tańczy i rusza biodrami, pomyślał: "O nie… To nie możliwe. To nie może być prawda. Ja ją naprawdę kocham... kocham". Pokochał ją. Pokochał jej słowa, oczy, czyny. Chciał być z nią na zawsze. Na zawsze...
- Ty kochasz Karolinę? Kochasz Ją? - usłyszał od swojej najlepszej przyjaciółki, gdy powiedział, co tak naprawdę czuje. Marta - przyjaciółka od lat. Nigdy nie popatrzyła na niego, jak na obiekt westchnień, tak samo było z nim. Znali swoje słabości, swoje mocne strony, każdy grzech i każde marzenie. A teraz Marta nie dowierzała własnym uszom. Mateusz się zakochał! Casanova, jakich mało, kochał naprawdę.
- Powiedz jej to - poradziła mu Marta.
- O nie. Tego nie zrobię. Nie wiem, czy ona mnie... - podparł policzek ręką i dalej kartkował zeszyt od biologii. Marta usiadła obok i oparła się o jego ramię.
- Mateusz, nie przejmuj się. Coś wymyślimy... Powiesz jej, nawet gdybyś nie był pewien jej uczuć, ważne, że będzie wiedzieć, że ją kochasz. A ja wiem, że to prawdziwa miłość, jeszcze nigdy nie powiedziałeś o żadnej dziewczynie, że ją kochasz.
W pewnym momencie zadzwonił telefon. Mateusz sięgnął do kieszeni po komórkę i odczytał sms-a: „Jestem w barze. Wpadnij. Muszę Ci coś powiedzieć. To ważne. Karolina".
Pojawił się po 10 minutach. Pocałował ją delikatnie w policzek i usiadł naprzeciw niej.
- Co się stało? - spytał naprawdę przejęty. Martwił się, że coś się stało. Karolina siedziała smutna i zamyślona, aż w pewnej chwili rozpłakała się, zaniosła się strasznym płaczem. Mateusz wyprowadził ją z baru. Poszli usiąść na ich ulubioną ławkę do pobliskiego parku. Przytulił ją. Ona wtuliła się w niego i zaczęła szlochać. Nie wiedział, co się dzieje, co ma zrobić. Mówił, aby się uspokoiła, żeby mu powiedziała, co się stało, a ona jeszcze bardziej płakała. W końcu usiadła i powiedziała to w tak normalny, prosty sposób, jakby czytała książkę:
- Jestem chora. Wczoraj były ostatnie badania. Mam raka mózgu. Lekarze dają mi małe szanse na przeżycie. Chemioterapia… chemioterapia chyba nic nie da…
Podniosła wzrok. Mateusz stał, patrzył się w jej cudownie niebieskie oczy i płakał. Pierwszy raz. Ona ciągnęła:
- Tak bardzo się cieszę, że cię poznałam. Chociaż wiem, że jestem kolejną twoją zdobyczą... ale się cieszę. Jesteś takim wartościowym chłopakiem. Tak bardzo... tak bardzo cię pokochałam.
Wtuliła się w niego. Przytulił ją tak bardzo mocno, jakby ostatni raz trzymał ją w ramionach. Stali tak chwilę. Odgarnął jej włosy i wyszeptał:
- Skarbie, ja też cię kocham. Naprawdę cię kocham. Z całego mojego serca. Tylko ciebie. Zawsze ciebie. Musisz żyć. Musisz. Rozumiesz?
- Jak to? Co? Kiedy? Ale... Tak. Przyjadę.
Mateusz rzucił telefonem o ścianę. Osunął się na ziemię, przykrył twarz dłońmi i zaczął płakać. Jego mama weszła do kuchni. Ukucnęła przy nim, a on wyrzucił z siebie potok słów, łkając przy tym jak małe dziecko.
- Umarła. Mój skarb. Lekarze dali jej rok, minęły 3 miesiące. Umarła. A mnie przy niej nie było...
Mama przytuliła go, chociaż wiedziała, że to i tak nie pomoże.
- Mateusz? Możesz przeczytać ostatni list Karoliny?- zapytała go mama dziewczyny.
- Tak. Przeczytam.
Było tyle ludzi. Wszyscy płakali. Jej ciało było ułożone w białej trumnie. W niebieskiej sukience i w delikatnych loczkach wyglądała jak mały anioł. Była aniołem. Każdy był tego pewien. Mateusz stanął przy trumnie. Wyciągnął pogniecioną kartkę i zaczął czytać.
"Kochani!
Jestem taka słaba. Wybaczcie, że Was opuszczam. Moje ciało, chociaż dusza... Dusza zawsze będzie z Wami.
Mamo, tato, dziękuje Wam za ciągłą opiekę i cierpliwość, to dzięki Wam zobaczyłam po raz pierwszy słońce, to dzięki Wam jestem.
Przyjaciele, kocham Was, wiecie, prawda? Ale chcę wam to teraz powiedzieć, przez Mateusza. Kocham Was. Zawsze będę Was kochać. To wy dawaliście mi te chwile szczęścia. Dziękuję.
Mateusz, skarbie, tak ciężko mi pisać do Ciebie. Kocham Cię. Kocham Cię czystą miłością. Zawsze tak będzie. Pamiętaj. Będę Twoim Aniołem Stróżem. Zawsze będę przy Tobie. Gdy będzie Ci źle wznieść oczy ku górze, ja będę siedzieć na którejś z gwiazd. Naszych gwiazd. Będę na Ciebie tutaj czekać. A kiedyś znów zatańczymy razem...
Mamo, niech list przeczyta Mateusz. Tylko on pewnie się teraz trzyma.
Skarbie, pomagaj moim rodzicom. Oni potrzebują teraz mnie, ale Ty jesteś częścią mnie. Pamiętajcie wszyscy o tym...
Dziękuję…
Karolina”
Zgniótł kartkę w dłoniach. Zaczął płakać...
- Skarbie, spotkamy się. Obiecuję Ci najwspanialszy taniec... –powiedział, dotykając policzka dziewczyny.
Każdy podchodził do trumny, Mateusz odszedł na bok. Usiadł na ławce, wyjął kartkę, napisał coś…
Strzał.
- Mateusz!!! Nie…
Marta zemdlała. Mateusz leżał w kałuży krwi. Z pistoletem w dłoni. Łukasz, jej brat, podniósł kartkę leżącą obok. Zaczął czytać, łkając.
"Wybaczcie. Wybaczycie, wiem. Poszedłem zatańczyć pierwszy i ostatni taniec w niebie z moim aniołem. Będę z Wami. Tak samo jak nasz skarb. Pochowajcie mnie obok Karolinki. Teraz... Proszę. Chcę być z nią, Wybaczcie. Mamo, tato, Łukasz, trzymaj się stary. Marto. Przepraszam rodziców Karolinki. Miałem pomóc... Opowiem Wam kiedyś we śnie, co u nas. Obiecuję. Kocham Was, ale mojego anioła bardziej...
Mateusz”
2009-10-10 23:03:15
|
Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz
Była to bardzo wspaniała dziewczyna
Często powtarzał: Ty moja jedyna
Bała się najgorszego ze kiedyś ja porzuci
Nie będzie chciał jej znać - ich czas nigdy nie wróci...
Wiedziała, że wtedy życia by nie miała
Nie dałaby rady.. Za mocno kochała
Po jakimś czasie nie tak samo było..
Zero jego wyznań... Cos się w nim zmieniło..
Coraz rzadziej się z nią spotykał
Gdy mówił: Kocham wzroku jej unikał
Czuła jakby była z obca osoba
Czegoś się bała, nie była sobą
Przytuliła go mocno,
Mówiła: kochanie....
Nie sądziła, że dziś nastąpi ich pożegnanie....
Zaczął mówić cos...: wiesz, mam Cię dość
Ona milczała, tylko łza cichutko
Po jej policzku spływała
Mówił ze pokochał inna juz
Nie wiedział ze dziewczynie
Właśnie wbijał w serce nóź
Siedziała sama myśląc o tym, co się stało
Nie mogła uwierzyć... Tak ja to zablolalo
Do domu wracać nie chciała..
Poszła na skarpę.... Miejsce, które tak bardzo lubiała..
Miejsce... Gdzie wszystkie swe smutki i żale wylewała...
Myślała czy teraz jest z ta dziewczyną...
Czy do niej tez mówi: jesteś tą jedyną?
Zranił tak bardzo jej małe serce...
Przyzekla ze nie da zranić się nikomu więcej..
Nastepnego dnia jego ujrzała
Uśmiechniętego z nią idącego i nagle się zaśmiała
Wszystkie wspomnienia szybko wracały....
I znowu do oczu jej łezki napływały...
Poszła do domu
Sięgnęła do szafki z lekarstwami....
Wzięła wszystkie tabletki
I uciekła trzaskając drzwiami
Chciała umrzeć w miejscu
Gdzie kiedyś z nim była..
Poszła na skarpę i własnym oczom nie wierzyła...
Słyszała jego piękne wyznania
Płakała i była juz bliska skonania...
Mówił: jej naprawdę nigdy nie kochałem...
To na ciebie jedyna cale życie czekałem..
Tak ja te słowo mocno zabolało
Upadla na ziemie, nie wiedząc, co się stało
Wyrzucała sobie swoja naiwność...
Wierzyła, gdy mówił: to musi być miłość....
Otworzyła oczy i zobaczyła ją....
Patrzyła na nią i pomyślała
Ze to ta sama dziewczyna
Która jej ukochanego odebrała..
Zerwała się nagle i biegła przed siebie
Krzyczała: nienawidzę cię! Nie wybaczę Ci tego!
Zabrałaś mi wszystko.. Mojego kochanego!
Więcej powiedzieć nie zdołała
Wyjęła tabletki...
I jedna za druga łykała...
Krzyknęła tylko:
Boże wiesz, jakie jest moje marzenie....
Posiedzę, poczekam na jego spełnienie....
Poczuła się senna... Co chwile upadała...
Zobaczyła tego, któremu cala się oddala....
Próbował wziaść ja na ręce.....
Mówiła: nie dotykaj mnie nigdy więcej!
Oczy jej się zamykały.....
Tylko usta te same słowa powtarzały....
Nigdy mnie nie kochałeś.... Zbędne nadzieje mi dawałeś...
I coraz ciszej i wolniej mówiła....
Bo swoje ziemskie życie właśnie kończyła...
Patrząc na niego powiedziała:
Nie zapomnij mnie... I tak kocham cię....
Mimo ze mnie skrzywdziłeś
i życie moje w piekło zmieniłeś....
I on zapłakał nagle.... Słysząc jej wyznanie....
Odchodziła powoli.. Nie wiedząc, co się stanie....
Czekała na chwile.. W której jej serce bić przestanie...
On chodził niespokojny, wyrzucając z siebie...
Ze to przez niego ona chce być teraz w niebie
Opadło jej ciało... Serce bić przestało...
On, gdy to ujrzał rozpędził się
i skacząc ze skarpy zawołał: Kocham cię!
A z jej martwego ciała, po policzku ostatnia łza poleciała...
2009-10-10 23:00:16
|
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
: chłopak:kochanie musimy porozmawiać
dziewczyna:Kamil co masz na myśli??
chłopak:stało się coś bardzo ważnego...
dziewczyna:co się stało?? czy to coś przykrego??
chłopak:nie chcę Cię zranić kochanie
dziewczyna:co takiego ważnego się wydarzyło??
chłopak:nie jestem pewien...czy powinienem Ci to powiedzieć...
dziewczyna:jeśli już o tym mówisz to proszę dokończ...co chciałeś powiedzieć
chłopak:przenoszę się...
dziewczyna:kotku o czym ty mówisz... nie możesz mnie zostawić
chłopak:nie o to chodzi wyprowadzam się daleko...
dziewczyna:dlaczego przeciez cała twoja rodzina tu mieszka??
chłopak:ojciec wysyła mnie do szkoły z internatem do innego kraju...
dziewczyna:ale ty nie możesz mnie zostawić
chłopak:a uciekłabyś ze mna??
dziewczyna:kotku dla ciebie wszystko,ale nie moge
chłopak:*smutny*to ok rozumiem
dziewczyna:nie mogę uwierzyć że dzieje się to naprawde
chłopak:musimy się spotkać musze ci coś dać...
dziewczyna:ok wymkne sie z domu i spotkamy sie za 10min w parku
chłopak:dobra ja już ide...
Spotykają się w parku chłopak daje dziewczynie list...
chłopak:prosze to dla ciebie ja już muszę lecieć
dziewczyna:ociera łzę i zaczyna płakać
chłopak:kochanie nie płacz,wiesz że cię kocham
dziewczyna:ok*odchodzi ciągle płacząc*
Gdy już są w domu dziewczyna zaczyna czytać list który dostała:
Elizka już wiesz że się przenoszę.Wydaje mi się że łatwiej jest mi napisać
list w którym opisze ile dla mnie znaczysz.
Prawda jest że nigdy tak bardzo Cię nie kochałem.
Jesteś moją suk* i nigdy o tym nie zapomnij.
Nigdy mnie nie obchodziłaś.
Nigdy nie chciałem się z Tobą spotykać lub rozmawiać.
Nawet nie masz pojęcia jak bardzo Cię nienawidze!!!
Nigdy nie robiłaś odpowiednich rzeczy i nigdy cię nie było
obok mnie.Nigdy nie myślałem ze mogę kogoś tak bardzo
nienawidzić,jak nienawidze Ciebie!!
Nigdy nie chce Cię wiecej widzieć na oczy.Nigdy nie będę
za Tobą tęsknić za całowaniem się z toba i przytulaniem.
Nigdy nie będę za tobą tęsknił.Przysięgam ci to.
Nigdy cię nie kochałem.Imasz o tym pamiętać suk*!!
Zatrzymaj sobie ten list,bo to może być ostatnia rzecz
jaką odemnie masz.Cholera nie nawidze Cię rozumiesz
nienawidzę!!
Dziewczyna zaczyna płakać wyrzuca list do śmieci i
płacze przez kilka godzin.
Po tygodniu ciągle chodzi zapłakana i ma depresję
i nagle dzwoni telefon...
koleżanka:Hej jak się czujesz??
dziewczyna:nie mogę w to uwierzyć,myślałam że mnie kocha
koleżanka:Aha Kamil dzwonił do mnie kilka dni temu...
Mówił żebyś poszukała czegoś w kieszeni czy coś takiego...
dziewczyna:umm...ok...
Znajduje kartke papieru w kieszeni...
Kochanie mam nadzieje że znajdziesz to zanim odczytasz
list odemnie.Myślałem że twój ojciec mógłby to znaleźść więc
zmieniłem kilka słów...
*nienawiść=miłość
*nigdy=zawsze
*suk*=kochanie
*nie będe=będe
Mam nadzieję że nie wzięłaś tego na poważniebo kocham cię
całym sercem i było mi ciężko cię zostawić.
dziewczyna:a jednak mnie kochał...musiał wsunąć to do mojej kieszeni,gdy
się przytulaliśmy!!
koleżanka:to super ale musze lecieć zadzwoń do mnie później
dziewczyna:ok.Będe czekała w domu może do mnie zadzwoni.
...Włącza TV ...
Ważna wiadomość !!!!
Samolot 1-80 rozbił się podczas lotu do szkoły z internatem
za granicą...
3-dni później popełnia samobójstwo bo już nie ma po co żyć
Największa miłość jej życia nie żyje...
Następnego dnia ktoś dzwoni ale nikt nie odbiera więc zostawia
woadomość...
chłopak:''Cześć tu Kamil chyba nie ma Cię w domu więc zostawiam
wiadomość że żyje.Nie poszedłem na samolot.Nie mogłem cię zostawić
ZOSTAJE NA ZAWSZE !!!
2009-10-10 19:41:29
|
Ilość komentarzy: 1 Dodaj komentarz
 
2009-10-10 19:23:01
|
Ilość komentarzy: 0 Dodaj komentarz
|
|
|